Showing posts with label Dance. Show all posts
Showing posts with label Dance. Show all posts

21 February 2015

Kulisy meczu według Cheerleaders Bełchatów


   Cudowny poranek. Budzik wrzeszczy od 7 rano, szybki prysznic, stos kanapek nad którymi nie mało się natrudziłam(szyneczki, sałatki, ogóreczki, papryczka, cuda niewidy), żeby tylko nie zajrzeć przypadkiem do sklepu w trakcie zajęć i zatrzymać tą wstrętną, uciekającą gotówkę w portfelu, a kiedy ledwie otworzysz drzwi, żeby wyjść, nagle uświadamiasz sobie, że Twoje zajęcia są dopiero za tydzień. Daję okejkę i jadę z tematem, przecież nic się nie stało, oprócz tego, że cały mój organizm jest na mnie wściekły, za tą okrutną pobudkę grubo przed czasem. Chociaż kanapki były dobre.
   Kto z Łodzi, albo kto fanem SKRY Bełchatów, ten wie, że w czwartek na Atlas Arenie ograliśmy Włochy 3:1. Kto tam był niech się zgłosi, a kto nie był, ale pragnie poznać przygotowania do meczu od kulis zapraszam do dalszej lektury. Pomijam masę pojedynczych treningów, z których wychodzimy jak zdechlaki, ale żeby nie było - szczęśliwe zdechlaki. Już 4 godziny przed meczem wszystkie byłyśmy grzecznie zapakowane w autobus, później szatnia, szybka rozgrzewka i rozciąganie i już jesteśmy na parkiecie, żeby ogarnąć wszystko perfect. Nie ma miejsca na pomyłki, ale zawsze znajdzie się chwila na odrobinę szaleństwa. Z resztą nie ma co się rozpisywać - oglądajcie specjalną relacje, którą nakręciłyśmy dla wszystkich ciekawskich!


Specjalne podziękowania dla Domi, która pewnie siedziała nad montażem cały dzień :)
I kilka zdjeć :)


10 February 2015

Ekwipunek treningowego maniaka

   Za sprawą mojego Mężczyzny i Siostry przeżywam tydzień idealny, a czas leci tak szybko jak kasztanka w galopie. Z jednej strony dobrze, bo zapomniałam na chwilę o paczce, na którą czekałam, ale znowu z drugiej, aż nie chce się myśleć, co będzie jak sielanka się skończy.
   Zatrzymajmy się na moment przy tej paczce, która szczęśliwie dotarła do mnie dziś, pomiędzy porannym kursem z Robertem, a popołudniowym z Kają. Mogłabym powiedzieć, że to, co znalazłam w paczce ma związek z moim drugim życiem, ale że życie mam tylko jedno, a zamiłowań dość sporo, to będzie o jednym z nich właśnie. Nie wyobrażam sobie życia w bezruchu, i nawet nie chodzi mi o poruszanie się między lodówką, a łóżkiem, ale o 'głębszą' formę ruchu samego w sobie. Bieganie nie tylko do monopolowego po piwo, a skoro już przy piwie jesteśmy to i jakiś sześciopak do tego. Teksty w stylu 'no pain no gain', ewentualnie 'nie ma siadu - nie ma zadu' są mi dość bliskie i stanowią motywację każdego kolejnego dnia, a zakwasy są dla mnie najcudowniejszym bólem na świecie i świadczą o dobrym treningu. Miły kurier sprawił, że od dziś moją matą będzie mata, a nie kawałek swetra, czy dywanu, a workout stanie się jeszcze intensywniejszy za sprawą uroczych obciążników. 
   Osobiście nie mogę się doczekać dzisiejszego treningu z Cheerleaders Bełchatów! 
    A Wy zaczęłyście już przygotowania do wiosny? 






08 December 2014

Przegląd tygodnia z Cheerleaders Bełchatów


   Ten tydzień był mocno ubogi w czas wolny i internet idące w parze, za to nawał pracy i meczy dopisał aż w nadmiarze. Na szczęście w tym tygodniu już spokojniej, więc w końcu mam upragnioną chwilkę, żeby wpaść tutaj z szybkim przeglądem. Więc, żeby nie przedłużać - zaczynam!
   Tydzień, o którym wspomniałam wyżej zaczął i skończył się weekendami, które w kościach czuję do tej pory(nie to, że narzekam). Na początek mecz, o którym było głośno wszędzie, a już na pewno w środkowej Polsce, czyli rozgrywka obecnych Mistrzów Polski z Wicemistrzami. Skra oficjalnie zmiotła przeciwnika szybkim 3:0, przez co weszłyśmy na płytę tylko dwa razy, ale na pewno nie zapomnę emocji, które towarzyszyły mi podczas występu na oczach 12 tysięcy ludzi - polecam, uśmiech nie schodzi z twarzy! Potem czekał nas cały tydzień przygotowań do kolejnych wydarzeń i tak w piątek, po 8 godzinach jazdy zimnym i ledwie dającym radę busem znalazłyśmy się w bajkowym hotelu Arłamów pod samą granicą Ukraińską. Cały występ trwał może 40 minut, ale za to atmosfera która tam panowała sprawiała, że mimo zmęczenia, aż chciało się dać z siebie max! Później kolejne 8 godzin powrotu i już o 3, po prawie całej dobie na nogach mogłam odpocząć chwilę przed mikołajkowym szaleństwem, które mnie czekało. Sobota zaczęła się od niesamowitego bólu pleców, który nawiedził mnie zapewne od wygibasów w busie podczas 16 godzinnej jazdy, kiedy to próbowałam znaleźć wygodną pozycję na chociażby odrobinę snu - jak widać nie udało się. Postanowiłam jednak nie zwracać na to uwagi i przepakowałam torbę tym razem na dwa kolejne mecze GKS'u i SKRY, pomiędzy którymi miałyśmy zaledwie godzinkę. Na jednym i na drugim spotkaniu panowała jednak iście mikołajkowa atmosfera, która ukoiła nieco nasze zszargane kości i samopoczucie. Nawet pomogłyśmy trochę w jej tworzeniu, tańcząc mikołajkową choreografię i rozdając prezenty kibicom Skry po udanym występie(naszym, nie skry).
   Po tym wszystkim calutką niedzielę, od samego poranka rozpoczętego buziakiem w czoło mogłam w końcu odpocząć i zregenerować się, w czym pomógł mi mój niezawodny i najwspanialszy Mężczyzna. Was zostawiam z mnóstwem zdjęć w ramach zadośćuczynienia tego długiego czasu oczekiwania na kolejną notkę. Trzymajcie się cieplutko!

Atlas Arena - Skra vs Resovia


fot. Paweł Piotrowski


fot. Mariusz Pałczyński








10 October 2014

Weekend pracujący + ostatnia sesja

   Hej!
   Nie wiem, czy to tylko mój blogger/przeglądarka/komputer płatają mi figle, czy Wy też tak macie, że nie możecie dodawać komentarzy? W każdym razie wycwaniłam się i zaraz nadrobię wszystkie zaległości na Waszych blogach z telefonu. Oprócz tego czeka mnie długa nocka z przeglądaniem i przebieraniem zdjęć, gdyż w poniedziałek czeka mnie chwila wiekopomna, a mianowicie oddam czarnucha(pieszczotliwe określenie mojego laptopa) do kompletnego odrestaurowania wnętrzności.
   Dzisiaj natomiast mam już za sobą przeglądanie i zapisywanie potrzebnych zakładek, dwie choreografie i nadprogramową fuchę, która w sumie bardzo mnie ucieszyła. Wczoraj późnym rankiem dostałam telefon z propozycją poprowadzenia zajęć Małym Cheerleaderkom. Piątek to w prawdzie mój jedyny dzień wolny, ale, że to zastępstwo miało odbyć się w Piotrkowie zgodziłam się bez namysłu. Byłoby idealnie gdybym na co dzień pracowała tak blisko!
Obie grupy dziewczynek były najlepszymi jakie do tej pory miałam. Tyle zapału i radości do tańca w takich małych ciałkach nie widziałam już dawno, podobnie było ze słowami, które usłyszałam. Jednak te małe, rozwrzeszczane skubańce potrafią podbudować człowieka.
   Teraz wracam do komputerowych porządków, a Was zostawiam z obiecanymi zdjęciami z niedzieli.

A Wy macie jakieś plany na weekend? :)

(Odnośnie zdjęć - nie jestem osobą palącą, udawałam jedynie dla dobra sztuki.)





04 October 2014

Październik czas... START!

   I w końcu nadszedł - wymarzony, wyśniony, wyczekiwany październik! Tak, wiem że jest przeraźliwie zimno, tak, mam świadomość tego, że przez większość czasu jest ponuro i oczywiście wiem, że leje i nieleje na zmianę. Wybaczcie więc mój nietakt i uśmiech na pół twarzy, ale nic nie jest w stanie zrujnować mi radości z powrotu do pracy po 3miesięcznej przerwie!
   Ci, którzy zaglądają tu często wiedzą, że jestem w gronie szczęśliwców utrzymujących się z pasji. W tym roku spokojnie mogłabym zamienić ciężkie nazwy mojego 'zawodu' takie jak instruktor, czy nauczyciel na 'ciocię Madzię od tańca'. Praktycznie wszyscy uczestnicy zajęć, które prowadzę mogliby mi wejść pod pachę, co i tak w sumie robią. Nie licząc zastępstw, poniedziałkowego fitnessu i dodatkowych projektów, na których mam przyjemność pracować z dorosłymi. 
Ten miesiąc będzie bardzo intensywny, szczególnie dlatego, że będę musiała nauczyć się zgrywać wszystko razem, ale jesienno-zimowa wishlista i styczniowa niespodzianka czekają w kolejce na realizację, wiec zaciskamy piąstki, kalendarz w dłoń i czas... start!

A Wy jakie macie plany na październik? 

Today's workplace 


Małe video z zajęć :)


30 September 2014

Ciężki weekend

   Hej!
   Tak jak przypuszczałam przestaję wyrabiać się czasowo. Końcówka poprzedniego tygodnia była naprawdę sroga, a teraz będzie już tylko gorzej. Ale po kolei!
   Weekend minął mi w zatrważającym tempie pod znakiem szkoły i cheerleaderingu. 
Za mną już pierwsze zajęcia teoretyczne i praktyczne i zdecydowanie już po tych dwóch dniach mogę stwierdzić, że będzie ciężko. W kilka godzin zapisałam więcej niż kiedykolwiek przez cały dzień w liceum! Na zajęciach praktycznych jeszcze nie udało mi się nikogo skrzywdzić, więc tutaj też na plus. Póki co zostaje mi się przygotowywać do kolejnych zajęć i czytać o kształcie brwi najwięcej jak się tylko da.
Z rana szkoła, a wieczorem cekinowy strój w połączeniu z pomponami. Weekendowe wieczory nie należały do najcieplejszych, szczególnie dało się to odczuć mając gołe nogi i brzuch na wierzchu. Na sobotnim meczu nie było jeszcze tak źle, zdecydowanie gorzej przedstawiała się sytuacja niedzielnego wieczoru, kiedy to na Prezentacji SKRY Bełchatów po koncercie chłopaków z Afromental przez ponad godzinę stałyśmy praktycznie w bezruchu. Za to w poniedziałek, kiedy wieczór był wyjątkowo ciepły my tańczyłyśmy na hali podczas meczu towarzyskiego PGE SKRY i ARKAS Izmir. 
Podsumowując - wrzesień był naprawdę bogaty w cheerleadering. A w ten weekend miałam okazję zobaczyć jak w tym roku będę musiała się spiąć, żeby ogarnąć to wszystko razem tak, żeby nikt ani nic nie ucierpiało. Mam nadzieję że mi się uda!
A Wam jak minął wrzesień? :)
Fot. Przemysław Piotrowski (Mecz GKS - Pogoń)

Fot. Mariusz Pałczyński (Prezentacja PGE SKRA Bełchatów)


 I losowe selfie :)


13 September 2014

Taneczny weekend

   Dzisiejszy dzień będzie intensywny, a przynajmniej powinien taki być, bo mam masę rzeczy do zrobienia. Niestety 'skurcze mięśni gładkich', na które no-spa miała być zbawiennym ratunkiem nie chcą ustąpić pod żadnym medycznym ostrzałem wiec zostaje zacisnąć zęby i zacząć w końcu przygotowania do kolejnego tygodnia. Choreografie same się nie wymyślą, muzyka sama się nie znajdzie - nic z tego nie powinno nawet robić się samo, to zbyt przyjemne zajęcie, żeby zostawić je losowi - sorry wszechświecie.
Ja i moje lustra będziemy mieć pełno roboty nie tylko pod znakiem poniedziałkowych zajęć, ale i jutrzejszego meczu. Wypadałoby zobaczyć w końcu jakie poprawki trzeba nanieść przed jutrzejszym występem. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić to wszystko zanim Robert przyjedzie!

Was zostawiam z kilkoma fotkami z ostatniego meczu i pytaniem jak zapowiada się Wasz weekend? :)

(fot.Przemysław Piotrowski)


06 March 2014

Happy, happy ewerywhere!

   To naprawdę zabawne, że kiedy myślisz, że niemożliwym jest, żeby być bardziej zabieganym, życie podejmuje wyzwanie i podkręca Ci tempo. Ja ostatnimi czasy jadę na najwyższych obrotach. Czarnuch się cieszy, bo odpoczywa i nie miewa migren od ciągłego stukania w klawiaturę. Więc dzisiaj tak na szybko, jeszcze przed zajęciami - lecims' !
   Po internetach krążą ostatnio różne nagrania - a to studenci z piwem na strzała, kotałki dalej nie dają za wygraną, a za sprawą Pharrella Williamsa każdy zakątek na świecie jest happy. Moje miasto jeszcze nie zebrało swoich czterech szanownych, żeby wyjść z inicjatywą i pokazać, że też potrafimy się szczerzyć do kamery, kiedy na dworze zimno i wieje, ale, że ostatnimi czasy w moim mieście jestem w sumie bardziej przelotem, załapałam się na bycie happy gdzieś indziej.
Moje drugie miasto, (chociaż teraz powinno być już pierwszym, bo spędzam tam więcej czasu, niż we własnym pokoju chociażby) podchwyciło projekt i zgrabnie doczepiając wszystkim uśmiechnięte buźki postawiło nas przed kamerą. Tym sposobem macie niepowtarzalną okazję obejrzeć kawałek mojego miejsca pracy (brzmi strasznie, a ja szczerzę się na samą myśl). Enjoy! :)




21 February 2014

Cheer's!

   Znacie wyrażenie piękniejsze niż 'day off''? No dobra... Bardzo blisko jest jeszcze 'pay day', ale kiedy raz w miesiącu mam dzień tylko i wyłączne dla siebie i jeszcze świeci w nim słońce, to nawet ten 'zielony dzień' się chowa!
   Wczoraj wieczorem nie było ciepło. Wręcz przeciwnie, było tak przeraźliwie zimno, że zamarzłaby nawet znana ze swojej lodowatości Buka. Chociaż mogę nie być obiektywna, bo jak inaczej czuć się w środku lutego, mając na sobie iście letni outfit? W takim razie nasuwa się pytanie: 'Po coś głupia zakładała krótkie(mało!) spodenki i paradowała z odkrytym brzuchem?!' Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko tyle - jeśli do tego dzierżysz pompony w dłoniach, nie ma w tym nic dziwnego!
 
   Tak, od wtorku, a bardziej oficjalnie od czwartku mogę śmiało nazywać się cheerleaderką. Niespodziewana propozycja, spontaniczna decyzja i boom! - Dowaliłam sobie kolejne zajęcie zapełniające miejsce w kalendarzu. Bądź co bądź kibicowanie SKRZE Bełchatów, czy nawet GKSowi może być dość fajną odskocznią od codzienności. No i jakby nie było, kolejna forma tańca  przewijająca się przez moje i tak już roztańczone życie.







Fotki pochodzą z kręcenia klipu, który wyjdzie niebawem. Niedługo pochwalę Wam się jeszcze jednym projektem, w którym miałam przyjemność brać udział, a tym czasem cieszcie oczy i komentujcie! :)

Cheertastic!

15 February 2014

Zakochańcy?

   Taki dzień piękny, taki słoneczny...
Nie lubię wiosny, ani jesieni. Jak dla mnie pogoda mogłaby być bardziej zdecydowana - albo mróz, albo upał, a nie takie byle co, jak i gdzie. Pewnie właśnie dlatego pogoda jest rodzaju żeńskiego. W każdym razie - do rzeczy. Post o dniu wczorajszym, ale nie będzie ani czerwono, ani różowo (no, może odrobinę).

   14 lutego. W oczy, i na oczy rzuca się mylion serduszek, chłopcy tachają wielkie kartonowe serca, oblepione czerwoną bibułą po kilkanaście kilometrów i później mają problem, żeby wysiąść z nimi z busa, dziewczyny z włosami prosto od fryzjera (któremu ktoś zdecydowanie powinien połamać ręce za wybór zawodu) - ach Walentynki... prawda? No cóż, nie dla mnie.
Nie, nie przyłączam się do ogólno-singlowego manifestu propagującego ostentacyjne nudności na widok wszystkiego co różowe, czerwone, albo w kształcie serc, tylko w tym jednym dniu. W zasadzie, na ten dzień czekałam z wypiekami na twarzy (i w lodówce), mimo, że status osoby wolnej nie bardzo powinien na to wskazywać. Chociaż, w sumie mogłabym spekulować, bo Dzień Świętego Walentego spędziłam ze swoją największą miłością, obchodząc jednocześnie naszą Drugą Rocznicę, w sposób jak najbardziej adekwatny.
   Już dokładnie dwa lata minęły, odkąd pobiegłam na pierwszy trening taneczny i od tego momentu wpadłam po uszy. Nie ma dnia, w którym nie odtańczyłabym chociażby 'śniadaniowego' tańca w kuchni, czy 'oczekującego' na przystanku autobusowym. Nie trudno więc wyobrazić sobie moje świeczki w oczach, kiedy dowiedziałam się , że właśnie tego dnia będę miała przyjemność poprowadzić zajęcia. Walentynki, z Tańcem, na sali?... yes please. :)

P.S. Jak zwykle klikamy w zdjęcia :)
P.S.2 A jak minęły Wasze Walentynki? :)









12 January 2014

Pchła tańcuje once again!

   Muszę się tłumaczyć?
Pewnie, że nie muszę. Każdy kto trochę mnie zna wie, że przemawia przeze mnie lenistwo. Do tego brak dostępu do aparatu i voila' mamy 2-tygodniową przerwę, ale ale...
Przecież nie o tym chcemy czytać, ja nie chcę o tym pisać, wszyscy zadowoleni - do rzeczy! 
   Nie poczuję się Kolumbem, kiedy powiem, że dla mnie i w sumie dla każdego, kto mógłby spędzić całe swoje życie na sali treningowej sentencja 'Dzień bez Tańca dniem straconym' jest swoistym mottem życiowym. Chyba nie muszę też mówić ile szału w naszym gronie wywołuje coś takiego, jak hasło 'Warsztaty'. Tym razem warsztaty odbyły się u nas! To bardzo ułatwiło mi sprawę, kiedy wstając równiutko o 11.35 uświadomiłam sobie że o punkt 12 powinnam być 13 kilometrów dalej.
Po ekspresowym ogarnięciu swoich szanownych czterech liter, kiedy to  przestrzeń pomiędzy pokojem a łazienką rozmywała się, co było trochę niebezpieczne zważając na to, że te dwa pomieszczenia dzieli ściana popędziłam na przystanek. Niestety moja ekscytacja nie pozwoliła mi grzecznie zaczekać na rydwan i stwierdzając 'raz się żyje' wybrałam podróż stopem. Wierzcie mi - do tej pory jestem w szoku, ale spóźniłam się jedynie kwadrans!
Same warsztaty, to dawka niesamowitej energii i soczystego groove - wszystko to czuję jeszcze dziś w każdym mięśniu, nawet w tych, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Mimo, że były to tylko dwie lekcje klimat został oddany całkowicie, różnorodność zajęć powaliła na kolana, a ja znowu jaram się niczym sucha trawa w Czarnobylu i nie ważne, że czuje się jak 60letnia staruszka! Dzielnie staję przed lustrami w moim pokoju i cisnę jeszcze i jeszcze, bo taki ból to dobry ból, a taka pasja zdarza się raz na milion i dla niej właśnie warto żyć!
Was zostawiam jak zwykle z fotkami i prośbą o zostawienie śladu. :)
W nagrodę dostaniecie jeszcze filmik z całego zajścia!

P.S. Wiem że to już połowa stycznia, ale życzę Wszystkim Lepszego Roku! :)
P.S.2 Wyszukiwarka youtube na bloggerze mnie zawiodła i nie mogę Wam wstawić filmiku więc zostawiam Was z linkiem : https://www.youtube.com/watch?v=osRR_IVrSYw :)







17 June 2013

See the way I'm movin' !

Dzisiaj na prawdę ciężko było mi się zwlec z łóżka. Czuję każdy mięsień i wiem, że zabrzmi to paradoksalnie, ale to że boli cieszy mnie do tego stopnia, że jak tylko wstałam z łóżka zarzuciłam kawałek na głośniki i zaczęłam tańczyć.(God bless mirrors in my room!) Wszystko  przez wczorajszy dzień, który wpisuję do dziennika jako jeden z najlepszych.
Oczywiście zaczęło się od autobusu, który okazał się przyczajonym uciekinierem, dzięki czemu zafundowałyśmy sobie z Zuzałką (jej i Weronikowego bloga znajdziecie TUUUUUTAJ) smażing w pełnym słońcu w trakcie oczekiwania na następny. W podróży nie obyło się bez wesołego pasażera, który do Łodzi jechał rzekomo 5 godzin (a jednak czasoprzestrzeń da się zagiąć). W końcu omijając kasy biletowe (i na szczęście kanarów też) po przedarciu się przez największy park jaki widziałam w środku miasta dotarłyśmy na salę.
To co działo się na sali, tej pozytywnej energii, nauki kolejnych kroków, dzielenia pasją, ogromnego progresu nie da się opisać - trzeba było tam być, żeby to poczuć. Pierwszy raz byłam na warsztatach, które pozwoliły mi się tak otworzyć (chirurg nie był potrzebny). Do teraz jaram się niczym sucha trawa w Czarnobylu! Sofie, z którą odwaliliśmy kawał dobrej roboty i z którą miałam nawet chwilę na wyłączność jest najgenialniejszą osobą, od której brałam classy. Jej słowa tak bardzo podniosły mnie na duchu, że Wingsy spokojnie mogą zostać w domu - przez najbliższą chwilę nie będą potrzebne, żeby latać.
Tutaj mała fotorelacja, a ja zaczynam odliczanie do obozu!



Z Sofie <3


Zuzałka pisząca do Bagi.
Mimo, że nie było jej z nami ciałem to duchem była z nami cały dzień.

P.S  Kliknijcie w zdjęcia - większe = lepsze :P
P.S.2 Przypominam o komentowaniu - o wiele milej się pisze, kiedy mam dowody, że Was  to interesuje :)
P.S.3 Bagi następnym razem jedziesz z nami !

12 March 2013

Workshops, workshops everywhere...

Jako, że zajarałam się warsztatami konkretnie, kiedy zobaczyłam dwa kolejne wydarzenia po prostu zwariowałam! Jeszcze nie mam pojęcia jak zbiorę kasę, ale BOARD GAME TOUR #2 i MAD TOUR uwaga nadchodzę!
Dziś z moimi mięśniami jest już o wiele lepiej. W końcu mogę się normalnie poruszać, ale nie żałuję, że zdychałam cały wczorajszy dzień - na pewno to jeszcze powtórzę.
W związku z tym, że nie chodzę już dzisiaj jak 80letnia staruszka postanowiłam pojechać do Piotrkowa. Miałam okazję obejrzeć skomplikowaną akcję operację farbowania włosów i przez chwilę też zachciało mi się zaszaleć, ale patrząc w lustro stwierdziłam, że mój kolor jest idealny i nie trzeba go zdecydowanie doprawiać chemikaliami.

Zostawiam Was z filmikiem z Warsztatów. Myślę że nie ciężko mnie znaleźć :)


11 March 2013

Let your body ROCK!

Nie zdawałam sobie sprawy, że zwykłe nocne przewracanie się z boku na bok może być takie trudne. Boli mnie chyba każdy mięsień, ale jestem z tego zadowolona - bo wiem, że dałam z siebie wszystko! Te warsztaty były warte tego, żeby wstać o 4 rano, być masakrycznie zmęczonym, niewyspanym, głodnym i spragnionym.
Zdecydowanie tak dobrych nie było już dawno, szczególnie jestem zadowolona z totalnego oldschoolu z YouYa i Ryfą. Takich class już się praktycznie nie robi. Poczułam się jak w samym sercu Bronxu, taki mały 'powrót do korzeni'. Beta znowu rozwalił swoją choreografią i osobiście mianowałabym ją choreografią tej edycji!
Kiedy znowu wróciłam na tą salę i w pewnym momencie spojrzałam na siebie w lustrze porównując siebie z 3ciej edycji i tą z teraz stwierdziłam, że na prawdę widać progres. Tym bardziej poczułam, że idę do góry, kiedy zostałam wyróżniona koszulką od YouYi i bonem od Rębilasa. Nie spodziewałam się tego totalnie, ale zmobilizowało mnie to do jeszcze większej pracy nad sobą! Odnowiłam w sobie pasję, czuję, że to właśnie to, bez czego nie mogłabym żyć i nie chciałabym, żeby kiedyś mi tego zabrakło.
Nie mogę się już doczekać kolejnych warsztatów z tej serii, a teraz jestem na etapie szukania kolejnych!
Tak wygląda się po 3h podróży i pobudce o 4 rano :P





DON'T STOP THE BODY ROCK !


09 February 2013

Kill it or QUIT !

W tym poście opiszę Wam coś, co w moim życiu zajmuje miejsce szczególne.

Jak co piątek spakowałam torbę w moje niezawodne chachimomma's  oraz vansy i pojechałam na trening. Mimo, że ostatnimi czasy podupadam i tracę zapał i ochotę, jest we mnie takie coś, co nie pozwala mi przestać. Kiedy wchodzę na salę, zaczynam się rozgrzewać - czuję, że to właśnie to co powinnam robić, że tam pasuję. 



Właśnie pomimo chwil zwątpienia, mimo że jest ciężko, mimo że nie ma się siły i najchętniej rzuciłoby się wszystko w cholerę ciśnie się dalej! Satysfakcja rośnie w miarę zmęczenia, bo właśnie kiedy ledwie możesz wyczołgać się z sali, wtedy wiesz, że ten trening czegoś cię nauczył, że był coś warty!
Obecnie nie mogę się doczekać nadchodzących wielkimi krokami warsztatów BOUNCE 2 THE BEAT vol.4, żeby zmęczyć się i psychicznie i fizycznie i podładować akumulatory do camp'a !
(Jeśli ktoś jest zainteresowany dobrymi warsztatami, z na prawdę świetną ekipą to zapraszam TU !)


Jest tu ktoś kto tańczy? :)