Showing posts with label Make-up. Show all posts
Showing posts with label Make-up. Show all posts

23 March 2015

Floral dress makeup

   Fajna ta wiosna. Chyba zaczynam dojrzewać do lubienia wszystkich pór roku jednakowo. Chociaż wszystkie moje kiszki krzyczą, że chcą już lato, ale póki świeci to cudowne słońce i daje solidnego kopa energii do stawiania czoła zadaniom wszelakim, to jestem zadowolona(zachłanność jeszcze ze mnie nie wyszła).
   Jak wspominałam, tak też się stało - nie oparłam się kwiecistej sukience z tego posta i towarzyszyła mi jednego dnia w dwóch odsłonach - na sportowo i na wyjściowo. Niesamowite ile mogą zmienić zwykłe dodatki w postaci okrycia wierzchniego i butów! Zainspirowana kolorowymi kwiatami na kiecy postanowiłam zaszaleć na oczach i zmiksowałam wszystkie pojawiające się na niej kolory. Wszystko załatwiłam oczywiście inglotowymi cieniami, a że na oczach działo się już dosyć sporo zrezygnowałam z czerwonej szminki, którą miałam w planach, i zdecydowałam się na zwykłego nudziaka z makeup revolution(był tutaj).
   Całość spodobała mi się na tyle, że jestem gotowa ją jeszcze kiedyś powtórzyć, co zdarza się u mnie raczej rzadko. Zdjęć w czerwonych szpilkach, które miałam na sobie wieczorem nie mam, ale osobiście i tak wole wersję z najeczkami. Dajcie znać jak Wam podoba się ta stylizacja!

Od wewnętrznego kącika: Inglot 312, 450, 446, 428
Dolna powieka: Inglot 133, 446

09 March 2015

Women's day

    Dosłownie za chwilę śmigam na nieplanowaną, niespodziewaną i zupełnie spontaniczną sesję, na której będę się mogła w  końcu, po megadługim czasie spotkać z moją kochaną nauczycielką od wizażu. Jak się okazuje po raz kolejny, jak się człowiek konkretnie nie umówi, to szybciej się spotka, niż jak wyznacza termin za terminem.
   A miniony weekend typowo szkolny, co mnie akurat bardzo cieszy, bo moja twarz znowu odetchnęła po cudownym wyżarciu tego, co niepotrzebne kwasem. Złapałam nawet bardzo dobry z czegoś, na co byłam kompletnie nieprzygotowana - żyć nie umrzyć.
W związku z wczorajszym jakże hucznie obchodzonym wszędzie świętem i ja zostałam obdarowana. Co prawda najpierw zdyskryminowano mnie za różowe skarpetki, przez co musiałam zostać w korytarzu, ale kiedy mój Mężczyzna wrócił, z 'kwiatami' dla mnie, to nie wiedziałam co zrobić z twarzą. Kiedy facet daje Wam takie prezenty - to musi być miłość!
   A Wy dziewczyny ile kwiatków zebrałyście?




02 March 2015

Yellow line makeup


      Kwietniu - czy to Ty? Rano obudziły mnie piękne promienie słoneczne, a teraz zastanawiam się czy jest ponuro, czy jednak nie bo pogoda zmienia się z chwili na chwilę. Wbrew pozorom, to właśnie na takie pogody auto jest wybawieniem. Jeśli pada - weź parasol, jak mróz śmieje Ci się w twarz załóż kominiarkę(o ile nie masz zamiaru wchodzić do banku), ale kiedy pogoda ma kaprysy jak baba w ciąży i najlepiej zabrał/a byś ze sobą całą szafę począwszy od bikini po płaszcz z syberyjskiego niedźwiedzia bezpieczniej jest zapakować wszystko w jedno miejsce, dzięki czemu nie musisz niczego targać w rękach, niczego nie zgubisz, i przy okazji masz się gdzie przebrać.
    Dość banałów o pogodzie, dzisiaj zajmiemy się kolejnym mejkapem, który gdyby nie jeden ciekawy akcent raczej nie byłby ani niczym specjalnym, ani niczym wesołym - szarości nie są wesołe. Mimo, że uwielbiam eksperymentować na swoich oczach(o, właśnie byłam światkiem pierwszego grzmotu w tym roku - burza! - chyba rzeczywiście obudziłam się w kwietniu), to takie wiraże na co dzień są raczej chłodno przyjmowane przez ogół społeczeństwa. Na szczęście z pomocą przychodzą kolejne mecze, dzięki którym mogę eksperymentować ile mi się tylko podoba. Na ostatnim meczu w Łodzi nie obyło się bez manifestacji kolorami, której drużynie kibicuję. Przy okazji idealnie podkreśliłam niebieskie tony mojej tęczówki, za sprawą głównej gwiazdy tego makijażu, czyli żółtej kreski. Reszta, czyli tło, to zwykłe smokey w świetlistych szarościach. Całość wyszła dość niebanalnie i zdecydowanie stała się moim faworytem, jeśli chodzi o mejkap w kolorach SKRY.
    Dajcie znać jak Wam podoba się ten dość nietypowy akcent, a ja śmigam szykować się do pracy!

Smokey: Essense Black Goddess, Inglot 147 AMC Shine, Vipera Cosmetics CG51 saturn
Kreska: Inglot 474 + Duraline



18 February 2015

Spring makeup


   Hej!
Wiosna zawitała do nas już chyba na dobre i powiem szczerze, że mimo mojego zapierania się przed nią wszystkim, czym tylko było możliwe chyba zaczynam wczuwać się w jakże słodką aurę powiedzenia 'zimo w&*#!%dalaj'. Kocham zimę za śnieg, ale kiedy śniegu nie ma, to już wolę te kwitnące kwiatki i słońce.
   W związku z tym, że moje zawzięcie zimowe komórki poczuły ostatnio trochę ciepełka i słońca, chyba zaczęły topnieć i ukazywać swoją miłość do wszelkiej maści żywych i o zgrozo wiosennych kolorów, co oczywiście moje ręce zdążyły przenieść na moje oczy, zanim dobrze zorientowałam się co robię. Mięta w połączeniu z lazurowym błękitem, granatem i odrobiną fioletu zagrała ze sobą na tyle pozytywnie, że mi samej przypomniała się plaża, morze i słońce w pakiecie extra all inclusive. Postanowiłam podzielić się z Wami tą odrobiną wiejącego słońcem szaleństwa, cobyście nie narzekali na żadną chandrę i poczuli, że wiosna, słońce i matura coraz bliżej!
  A Wy czujecie wiosnę?




Makijaż wykonany cieniami Inglot 428 413 345 i dolna powieka 446

13 February 2015

Zdrowa, czy chora - makeup musi być!

   Chorowanie jest fajne.
O ile masz akurat wolne w pracy i nie masz żadnych zaplanowanych zajęć. Nie musisz martwić się o to, że zbesztają Cię za udaną próbę całodniowego lenistwa. I to grubego i tłustego lenistwa w postaci piżamowego potwora na stosie poduszek i pod stosem koców. Tak wygląda właśnie mój dzisiejszy dzień. Zdążyłam nadrobić serialowe zaległości jeśli chodzi o dwie produkcje, zostały mi jeszcze 3, ale w takim tempie może mi braknąć zajęcia do końca dnia. Jest to niestety mój jedyny dzień na chorowanie, więc wykorzystuję go, jak tylko mogę najmocniej, bo jutro czeka mnie pierwszy w tym sezonie mecz na murawie. Witaj goły brzuchu przy -3 stopniach!
   Moje słodkie przeziębienie dogoniło mnie wczoraj, zresztą jak masa innych nieprzyjemnych rzeczy, dlatego też nie mogłam pozwolić sobie na wieczorne szaleństwo u osiemnastkowej jubilatki, na które zostałam zaproszona już jakiś czas temu. Nie powstrzymało mnie to jednak od dotrzymaniu słowa, jeśli chodzi o upiększenie jej wizerunku i pomiędzy kichnięciami i prychnięciami, mimo zajszczanych oczu wyczarowałam jej 'księżniczkowy' makijaż, tak jak chciała. Powiem szczerze, że jak na mój wczorajszy stan, wyszło lepiej niż mogłabym się spodziewać.
   Ktoś jeszcze łączy się w uroczym chorowaniu?



07 February 2015

Ombre lips

   Zarzekałam się, ze nie czuję ferii, ale chyba jednak muszę zmienić zdanie, z resztą jak na kobietę przystało. Ostatnie dwa dni były naprawdę luźne, ale to nie pozwoliło mi się nudzić. Oczywiście, że się uczyłam... trochę... Jest przecież tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia! Chociażby zabawa wizerunkiem.
   Dzisiaj czeka mnie mecz, a to idealna okazja żeby nawywijać nie tylko na parkiecie, ale i na twarzy. Zazwyczaj stawiam na oczy, ale czemu miałabym odpuścić sobie wiraże na ustach? Klasyczna czerwień jest zbyt klasyczna, reszta kolorów prosta i zbyt monotonna - ale wybrzydzam! Wyciągnęłam więc pigmenty i wszystkie pomadki jakie mam i zajęłam się tworzeniem. Pigmenty z Essense połączyłam z Duraline z Inglota, do tego użyłam pomadki z Makeup Revolution i postarałam się przy rozcieraniu. Muszę przyznać, że efekt zadowolił mnie nawet z połączeniu z makijażem dziennym, czego efekty będziecie mogli zobaczyć poniżej, w make-up meczowy wejdzie jeszcze mocno zarysowana kreska. Całość przypomina mi trochę styl glamour, a Wam?





 


26 January 2015

Gotowe czy kompletowane? Plusy i minusy paletek.

   Noga w górę, kogo jeszcze dopadła zima! Mordka mi się raduje kiedy patrzę na okno i zamiast szarości widzę biel rażącą po oczach. Oprócz tego hiacynty na oknie zdecydowały się w końcu otworzyć, a ja mam pewność ze moje ferie będą pracujące - nie umierać, tylko żyć!
   W tym poście chciałabym się zająć tematem wywołującym niemały harmider wśród wszelkiej maści wizażystek, mejkapowych artystek, tych zawodowych i tych samozwańczych, oraz każdego, kto w temacie malowania twarzy, a konkretniej oczu siedzi chodź trochę. Zadając pozornie niepozorne pytanie 'Lepiej kupić gotową paletkę, czy skompletować ją sobie sama?' można stworzyć dyskusję nie mniejszą, niż pod zdjęciem gołego kawałka pupy kolejnej z celebrytek, często nawet bardziej zażartą. Ja też swoje zdanie już na ten temat wyrobiłam i mimo, że nie stoję murem za żadną ze stron i nie będę darła kotów z każdym, kto ośmieliłby mi się sprzeciwić, to opcja kompletowania swojego dobytku tylko i wyłącznie przez siebie przemawia do mnie bardziej. Odkąd tylko zaczęłam interesować się wizażem moim obiektem westchnień stały się kompletowane paletki z MAC i Inglota. Sztampowo dobrane i poukładane kolory w większości paletek nigdy do mnie nie przemawiały. Oczywiście zdarza się, ze kilka kolorów jest naprawdę fajnych, ale co z resztą? Często jest tak, że decydując się na zakup formy gotowej nie jesteśmy w stanie jej wykorzystać w stu procentach. Nie chodzi tu tylko o powtarzalność się cieni w kolejnych paletkach, ale o ich kolor, który nie zawsze może nam pasować. Pewnie każda z nas ma przynajmniej jeden kolor w paletce, którego nie używa praktycznie wcale, znowu inne kolory kończą się dużo szybciej, nie tylko ze względu na to, że pasują nam bardziej. Bardzo często zdarza się, że pigmentacja różnych cieni w tej samej paletce różni się kolosalnie, jednych wystarczy odrobinka, nad innymi trzeba się namęczyć, zazwyczaj dzieje się tak przez kompletnie różną formułę kosmetyku, a wydawałoby się, że skoro są w jednej paletce, to powinna być ona choć trochę zbliżona. Za kompletowanymi paletkami przemawia więc przede wszystkim to, że kolory możemy dobrać według własnych upodobań. Kolejnym plusem będzie też to, że możemy sprawdzić każdy kolor, zanim go kupimy, a kiedy któryś z nich się skończy, zawsze możemy go zamienić bez konieczności kupowania od nowa całego zestawu. 
W ogólnym rozrachunku wszystko ma swoje plusy i minusy. Gotowe paletki to wygodna i często tańsza opcja, ale za to coś, co skompletujemy same wykorzystamy w stu procentach. Osobiście uwielbiam zaglądać do Inglota w celu poprawienia sobie humoru kolejnym kolorem dołączanym do mojej kolekcji, a jadąc wykonać makijaż na klientce zamiast zabierać kilka paletek zabieram kilka potrzebnych kolorów w jednej. Ja dla mnie kompletowana paletka, to nie tylko wygoda ale i satysfakcja z tego, że jest oryginalna.
A Wy wolicie kupić coś gotowego, czy może skompletować coś same? 





03 January 2015

Szminki Makeup Revolution test

   Witajcie!
   Czy ktoś jeszcze oprócz mnie ma wrażenie, że uciekły mu dwa dni życia? Nie chodzi nawet o kaca mordercę, z którym akurat nie miałam przyjemności spotkać się w tym roku, ale o czas pędzący iście szatańskim tempem. Jeszcze chwilę temu miałam tyle wolnego na pisanie prac i uczenie się do egzaminów, a dziś okazuje się, że za 3 dni wracam do pracy. Na blogach pełno postów z postanowieniami, a ja tym razem na przekór zapraszam na recenzję. Jakiś czas temu zamówiłam paczuszkę na stronie kosmetykizameryki.pl, w której znalazły się 3 szminki firmy Makeup Revolution i to właśnie je dziś wezmę pod lupę.
   Makeup Revolution to stosunkowo świeża firma, ale za sprawą swojej paletki Iconic3, która ma być zamiennikiem Naked3 z Urban Decay zdobyła sporą popularność. Na ich szminki jednak zdecydowałam się przez recenzję na jednym z blogów, dodatkową zachętą była cena, bo za każdą z nich zapłaciłam około 5zł. Samo opakowanie nie jest może wymyślne, ale nadal ładne i powiedziałabym nawet eleganckie. Fajną sprawą jest górna część, gdzie producent umieścił odrobinę szminki, co idealnie odzwierciedla kolor, który znajdziemy w środku. Niestety mimo wyglądu opakowanie słabo radzi sobie w swojej roli. Szminka rzucona luzem do torebki potrafi się otworzyć, a złoty napis szybko się ściera, w jednym z odcieni odkleiła się nawet czarna osłonka z środka opakowania. Jak radzi obie sama szminka? 
Ja zdecydowałam się na odcienie Nude i Divine, które są w macie, oraz na odcień Reckless, który nie jest ani typowym matem, ani nie daje efektu lustrzanego połysku. Każda z nich jest naprawdę dobrze napigmentowana, więc nakładanie żadnej z nich nie sprawia problemu i wystarczy jedna warstwa, żeby uzyskać zadowalający kolor. Krycie pomadek oczywiście można budować, uzyskując efekt lepszego nasycenia koloru. Wersje w macie mają suchą, ale kremową konsystencje, co sprawia, że po lekkim ogrzaniu jej kilkoma muśnięciami po ustach prowadzą się bardzo dobrze, wersja zwykła sunie po ustach bardzo ładnie już od pierwszego pociągnięcia. Nie musimy się też martwić w zadnym wypadku o spore podkreślanie suchych skórek, chociaż mocno przesuszone usta mogą mieć problem z matowymi odcieniami. Jeśli chodzi o ich trwałość Reckless zachowuje się najlepiej, przez jej ciemny pigment, który wtapia się w usta. Pozostałe odcienie przegrywają walkę z jedzeniem i piciem, ale bez żadnej ingerencji potrafią przetrwać na ustach do 3-4h co wydaje mi się jak na taką cenę trwałością zadowalającą. Nie można nie wspomnieć tu też o ich zapachu, który jest bardzo przyjemny i porównałabym go z lekko cukierkowym. Wersje w macie pachną nieco intensywniej, ale nadal nie jest to zapach nachalny. 
   W ogólnym rozrachunku ceny do jakości szminki Makeup Revolution wypadają naprawdę dobrze i gdyby nie to opakowanie, które psuje odrobinę cały obrazek, to nie miałabym im nic do zarzucenia. Ja osobiście jestem zadowolona i jedna z nich nawet powędruje ze mną dziś na mecz. 
   A Wy miałyście styczność z tą firmą, a może właśnie z ich pomadkami? Dajcie znać jak sprawdziły się u Was!







20 December 2014

Makijażowe stylizacje i Catrice

   Hej!
   Też jesteście w trakcie świątecznych porządków? Ja właśnie wyszłam z pod prysznica, ale tym razem chciałam, żeby czynności tam wykonywane skończyły się jak najszybciej, mimo że to totalnie do mnie niepodobne. Jestem również po wizycie u Żanci, która swoje urodziny świętuje grubo -jak zazwyczaj, bo zaczęła już 4 dni wcześniej i przed wizytą mojego Mężczyzny. Korzystając z tego, że mam chwilę czasu przychodzę do Was z postem, który  mnie osobiście bardzo cieszy, ale o tym za moment.
   Niektórzy z Was mogą pamiętać - pisałam już jakiś czas temu o rossmannowskim konkursie, w którym brałam udział. Chodzi konkretnie o 'makijażowe stylizacje', kiedy to moja skromna osoba zamieniła się brwiami(i nie tylko) z Ritą Ora. Otóż ta praca została nagrodzona i w końcu do wybranego przeze mnie rossmanna trafiła nagroda, którą 'czem prędzej' (patrz 'Dzisiaj w Betlejem') pobiegłam odebrać. Przyznam się, że było to już sporo czasu temu i nie bardzo pamiętałam co wybrałam, dlatego miałam radochę z narody i niespodzianki za jednym zamachem. Wybrać mogłam tylko firmę, z której skompletują paczkę, nie miałam natomiast wpływu co w niej będzie, ale z zawartości jestem naprawdę zadowolona. Więc, żeby formalności mieć już za sobą - wybrałam firmę Catrice, a w paczuszce znalazłam bazę pod podkład, błyszczyk, wodoodporną kredkę do oczu, róż do policzków, cień do powiek i lakier do paznokci. Wszystko ma takie piękne kolory, nawet baza jest zielona! A tak na poważnie, to zakochałam się w lakierze i cieniu od pierwszego wejrzenia!
   Wszystko zobaczycie zaraz na zdjęciach, które po obróbce bardzo dobrze oddają prawdziwą kolorystykę. I wiem, że naobiecywałam się już sporo recenzji i mało ich napisałam, ale chyba nadszedł czas troszkę się spiąć i ponadrabiać zaległości. Kilka mam już dla Was przygotowanych i będą pojawiać się po kolei już niedługo także stay tuned i nie dajcie się świątecznym porządkom!
P.S Klikajcie w zdjęcia - większe = lepsze!



010 Soft Carmel
Pachnie obłędnie i jest tak słodki, że od razu znika z ust,
ale nie wiem czy można to nazwać wadą :)



Nazwa tego lakieru powaliła mnie na kolana! Berry Potter & Plumberdore
Pozdrowienia dla wszystkich fanów Pottera!



A tutaj praca konkursowa :)


26 November 2014

Tylu kurierów!


   Hej!
   Dziś kolejna pracowita i niesamowicie szybka środa. Mam tyle przed sobą, że aż nie wiem od czego zacząć i w końcu nie robię nic, a to lenistwo definitywnie musi się skończyć! W związku z tym, że nie mam czasu stwierdziłam, ze wystukam do Was kilka zdań(tip: jeśli masz zbyt dużo zadań dołóż sobie jeszcze jedno).
   Nadszedł ten wyczekiwany dzień, kiedy kurierzy dosłownie zabijają się o siebie w moich drzwiach(Pani listonoszka krzycząca 'jeszcze ja' zanim zamknęłam drzwi po kolejnym kurierze - bezcenne). Doszły do mnie dwie paczuszki, na które wprost nie mogłam się doczekać, a to od razu dało mi kopa do działania. Tak więc od dnia dzisiejszego - tej niewdzięcznie ponurej i bogatej w pracę środy jestem w końcu posiadaczką wymarzonych butów Nike Run, które już dzisiaj będą miały okazję wykazać się na zajęciach! Ciężko mi dać upust swojej ekscytacji, no ale jestem kobietą, która ostatnie buty kupiła rok temu, więc sami rozumiecie.
Druga paczuszka podwaja moją ekscytację! Znajdują się w niej kosmetyki ze strony kosmetykizameryki.pl, która ma tak bogaty asortyment, że tą paczuszkę składałam w więcej niż trzy godziny dodając i odejmując produkty, żeby tylko zmieścić się w wyznaczonym przez siebie limicie. Recenzje zapewne będą, ale na to trzeba będzie jeszcze poczekać - mam nadzieję, że damy radę.
   Zostawiam Was ze zdjęciami, a ja śmigam ogarniać mój komputer - w związku z kolejnym podejściem do jego naprawy, siebie - w związku z meczem i zajeciami i z utęsknieniem czekam na wieczór z moim Mężczyzną, który ostatnio zaskoczył mnie niemało ale o tym następnym razem. :)






22 November 2014

'Życie, życie jest nobelon'

   Witam!
  Ten weekend mogę określić mianem weekendu idealnego(kto jest ze mną?). Jedynie wczorajsze marne starcie GKS z Legią przerwało na dwie godzinki błogi spokój i lenistwo. W sumie dawno nie opowiadałam Wam co u mnie. Jeśli ktoś zainteresowany updatem z mojego jakże idealnego życia - zapraszam.
   Mój tydzień wygląda zazwyczaj tak samo: praca instruktora tańca dla maluchów przeplatana treningami z Cheerleaders Bełchatów, meczami SKRY i GKS'u. Weekendy spędzam w szkole ucząc się anatomii ewentualnie będąc traktowana prądem, a później dla złagodzenia sytuacji sadzana z maseczką na buzi. Natomiast wieczory późne i bardzo późne spędzam z moim Mężczyzną i to praktycznie jedyny czas kiedy odpoczywam. Czasu dla siebie jak widać nie mam, a jak już mam, to niewielkie ilości w postaci jednego, czy dwóch dni w miesiącu. Moje braki w przestrzeni czasowej wypełniło troszkę autko, którym od niedawna się poruszam, dzięki czemu mogę się bardziej skupić na tym, co robię i znajduję w końcu czas na przyjemności, czyli blogowanie między innymi. Chciałabym oczywiście robić więcej rzeczy, więc muszę zająć się dobrą organizacją dnia, żeby wycisnąć z życia jeszcze więcej(nawet nie spodziewałam się, że zabrzmi to tak ambitnie). W telegraficznym skrócie - moje życie jest szybkie, czasochłonne, ale jestem z niego bardzo zadowolona! Zaspojleruję, że jeden punkt z listy do zrobienia na ten rok uda mi się spełnić w końcu w stu procentach - jestem szczęśliwa, a to chyba najważniejsze.
   Mam nadzieję, że ten luźny post pozwoli Wam przybliżyć sobie moją osobę i przy okazji Was nie zanudzi, a dla wzrokowców mam zdjęcia z makeupowej i paznokciowej stylizacji na wczorajszy mecz. Trzymajcie się cieplutko i do następnego. :)






09 November 2014

Na miętowo.

  Nie mam pojęcia jak wytłumaczyć to, że piszę do Was praktycznie o 4 w nocy, ale to chyba jedyna pora kiedy mam chwilę wolnego, a jutro wcale nie muszę wstać tak późno, więc uznałam, że w sumie - czemu nie.
   Przeżyłam dziś istny maraton, który wyglądał mniej więcej tak: salsa i bachata - hip-hop - mecz SKRA Bełchatów vs EFECTOR Kielce - mecz GKS Bełchatów vs CRACOVIA. Równiutkie 7 godzin tańca pod rząd i ani chwili wytchnienia, dobrze że na koniec dnia mój wspaniały Mężczyzna o mnie zadbał!
   W tym poście obalę mit, że uszczęśliwienie kobiety jest sprawą niełatwą, wręcz niemożliwą i wielce kosztowną. Mnie Robert uszczęśliwił dziś zwykłym kebabem, kiedy dosłownie padałam z głodu po całym dniu pracy, ale dziś nie o tym, bo można wydać dokładnie taką samą kwotę i zobaczyć na buzi swojej wybranki wielki, szeroki uśmiech. Hmm... no dobra, przynajmniej na mnie to działa.
Ostatnio postanowiłam uszczęśliwić sama siebie i dlatego właśnie znalazłam się w INGLOCIE, gdzie za 10 zł mogę poprawić sobie humor na cały wieczór. Cienie z serii 'Freedom System' są moim nałogiem od jakiegoś czasu i powoli, ale skrupulatnie kompletuję swoją paletkę. Dziś mam dla Was recenzję koloru, którego szukałam już dość dawno, mianowicie 345 w macie, co jest po prostu śliczną miętą!
Cienie inglota lubię z wielu powodów. Po pierwsze za ich wysoką pigmentację, po drugie za to, że się nie osypują, po trzecie za to, że są trwałe i po czwarte, za ich cenę. Urzeka mnie również cała masa kolorów - ja dosłownie nie wiem gdzie mam patrzeć, a kiedy muszę wybrać to już w ogóle istny dramat. Pociesza mnie fakt, że kiedyś i tak będę posiadaczką większości z nich. Jeśli chodzi o cenę, to mniej więcej w takiej samej dostaniecie w drogeriach pojedyncze cienie z np. Miss Sporty, a różnica w pigmentacji i trwałości jest kolosalna! Cień 345 jest tak samo trwały i mocno napigmentowany jak inne cienie z inglota, do tego pięknie wygląda na oku i nic nie traci w ciągu dnia, a uwierzcie mi - testowałam go dziś w ekstremalnych warunkach!
   Na koniec zostawiam Wam zdjęcia, a ja śmigam spać, bo jutro czeka nas z Robertem wyjazd do Łodzi. W następnym poście dowiecie się, dlaczego jestem dziś tak podekscytowana, że nie mogę spać po nocach! :)


Po lewej cień nałożony na bazę, a po prawej już bez.

24 September 2014

Jesień z makijażem - konkurs e-makeupownia

   Hej! 
   Czy Wy też coraz częściej sięgacie wieczorami po kubek ciepłej herbatki? Dziś odprężenie się w ten sposób, z Waszymi blogami i jednym z ulubionych seriali jest bardzo potrzebne. Pół dnia biegałam jak poparzona robiąc milion czynności na raz, tylko dlatego, że gonił mnie czas ograniczony słońcem(coś w stylu ludzie pierwotni i te sprawy). Ale powoli, od początku...
   Stałam się ostatnio łowczynią konkursów i we wszystkich chciałabym brać udział. Dziś dołączyłam już do trzeciego, który jak na razie spodobał mi się najbardziej, mianowicie 'Jesień z makijażem' dla e-makeupownia.pl. Akurat tak się złożyło, że miałam chwilę czasu na zaplanowanie co chciałabym z moją twarzą zrobić. No i próbowanie było właśnie w moich planach, a okazało się, że jednak wyszło fajnie. Na tyle fajnie, żebym chciała to uwiecznić i posłać internetowym gołębiem hen do Redakcji. Największym problemem w tym wszystkim było światło słoneczne, którego potrzebowałam do dobrej jakości zdjęć. Na moje szczęście dzisiejszy dzień był troszkę dłuższy i wszystko wyszło jak należy!
A Wy lubicie brać udział w konkursach? Dajcie znać jak podoba Wam się moja propozycja!





 A jeśli mcie konto na rossnet.pl i miałybyście ochotę znaleźć to zdjęcie i zagłosować na nie w konkursie 'Makijażowe stylizacje'  to byłabym ogromnie wdzięczna :)





06 September 2014

Photoshoot!

   Lubię spontaniczne akcje, a ta z wczoraj była bardziej niż spontaniczna! Po szybkim nawiązaniu znajomości z genialną kobietką i fotografem w jednym dosłownie w 15 minut byłyśmy umówione na szybką sesje jeszcze tego samego dnia. Trzy godzinki później leżałam już na jakże wygodnych gałęziach i liściach wdzięcząc się do obiektywu.
Współpraca z Sylwią przebiegała tak miło, że byłyśmy gotowe na robienie zdjęć jeszcze po zachodzie słońca. Niestety miliony pomysłów, które kłębiły nam się w głowach i którymi rzucałyśmy jedna przez drugą będą musiały zaczekać. Buzie zamykały nam się tylko na czas pstrykania kolejnych klatek, które swoją drogą wyszły lepiej niż świetnie. Już jesteśmy umówione na kolejne projekty, których nie mogę się doczekać!
To co zobaczycie poniżej to kadry, światło i łapanie emocji przez Sylwię i moją skromną osobę uwiecznioną na tych cudeńkach i która pobawiła się ich obróbką.
   Dajcie znać jak Wam się podoba i czy chcielibyście zobaczyć więcej takich projektów!





24 August 2014

Sweet eighteen outfit!

   Dziś tak na prędkości, więcej do pooglądania niż do poczytania, ale to nadrobimy kolejnym razem!
   Piątkowy wieczór przebiegł może nie zupełnie, ale zdecydowanie inaczej niż to planowałam. W związku z Żanciowym zapałem do pracy na sali, na której miało odbyć się huczne(mam nadzieję!) wesele niestety nie udało nam się już spotkać. Z paznokciami jednak poradziłam sobie sama, w końcu kurs wizażu i stylizacji paznokci jakby nie było skończyłam z widniejącym na certyfikacie 'very good'. Następny dzień przebiegł szybko, nie zdążyłam nawet porządnie mrugnąć (no może oprócz razu, kiedy to wsadziłam mascarę w oko), a już byliśmy na osiemnastce. Bawiliśmy się na prawdę dobrze i tym razem to ja musiałam dotrzymywać kroku mojemu Mężczyźnie, który mimo swoich zaprzeczeń okazał się zdecydowanie świetnym tancerzem! Miałam wrażenie, że nasz prezent najbardziej przypadł solenizantowi do gustu.
  Zostawiam Was ze zdjęciami, a ja śmigam świętować z moim chłopakiem. To już pół roku jak jesteśmy Razem!








Sukienka: oodji, portfel: Mohito, make-up i paznokcie by myself